No właśnie. Co tu zjeść na śniadanie. Zerkam do lodówki. Parówki? Wędlina? Ser? Nic nie pasuje do pląsów promieni na moim stole. To musi być lekkie, wiosenne, świeże i ładne. Odwiedzam chlebak. Napotykam twardy chleb Nizza jasny i oczom nie wierzę że jest w takim stanie. Jest tak smaczny że najczęściej pochłaniamy go z samym masłem i to cały! Niebywałe że został tak zlekceważony. No tak, nie było nas dwa dni w domu. Udzielam nam szybkiego rozgrzeszenia i główkuję nad reanimacją a raczej recyklingiem czerstwego pieczywa. I nagle jest. Pomysł. Ręce same sięgają po składniki: jajko, mleko, cukier puder, cynamon, masło i nasz czerstwy bohater. Kroimy chlebek, jajko roztrzepujemy z mlekiem, cynamonem , cukrem pudrem. Na patelni roztapiamy masełko, chlebek maczamy w jajeczno-mlecznej miksturze i smażymy na patelni z dwóch stron aż do uzyskania złotego koloru. Po "zezłoceniu" polecam odstawić patelnię pod przykryciem na trzy minuty aby masełko wsiąknęło i nasze tosty zrobiły się pulchne. Nasze francuskie tosty gotowe! A jako wisienkę na "toście" zaangażowałam maliny w syropie naszej babci Krysi. Nieocenione w smaku i aromacie. Jeśli nie macie malinek od babci Krysi, Zosi lub Marysi śmiało sięgajcie po dżem, konfitury lub gesty sok ze sklepu...bo tak pysznym tostom nie da się zrobić źle..no może poza musztardą, chociaż kto wie?
Smakowitości zatem Wam życzę i słońca, dużo słońca!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz