wtorek, 1 marca 2011

Od czegoś trzeba zacząć..
















  
  Kilka  słów o mnie i blogu na który być może kiedyś traficie. 
Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, tak naprawdę jestem wręcz stworzona po to, by blogów nie pisać. Począwszy od spraw technicznych gdzie same ustawienia zajmują mi wieki, po sprawy metafizyczne -gdzie komputer się zawiesza  gdy tylko się w pobliżu pojawię (podobnie toster, mikrofalówka) przez kwestie organizacyjną- brak konsekwencji i systematyczności ( a blog uwagi wymaga) po ciekawe treści, czyli czy ja mam o czym pisać? Być może wszystko to miało by znaczenie gdyby nie fakt, że istnieją jeszcze imbrykowe marzenia. I chyba o nich tu będzie. O poszukiwaniu naszego wymarzonego domu, o jedzeniu, jedzeniu i jedzeniu, o inspiracjach i rodzących się mini talentach (bądź antytalentach).
 Piszę  popijając właśnie aromatyczną herbatę z mięty, kawałków pomarańczy, szczypty tartego imbiru, gałki muszkatołowej, cynamonu i cukru (ilość do smaku). Idealna na wieczór kiedy chcemy się wyciszyć i dla osób którym chwilowo znudziły się wariacje na temat herbaty czarnej. Nie wiem jak Wy, ale ja wieczorem muszę mieć coś słodkiego, a dziś mi się poszczęściło, bo ostał się kawałek placka drożdżowego teścia. Niczego więcej do szczęścia mi więcej nie trzeba. No może poza całą blachą takiego drożdżaka.:)

Pozdrawiam wieczorowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz